Struktury wojewódzkie

logo solidarnej polski 640x0 rozmiar-niestandardowy

Statystyki

Odwiedza nas 175 gości oraz 0 użytkowników.

4102747
Dzisiaj
Wczoraj
Tydzień
Poprzedni tydzień
Miesiąc
Poprzedni miesiąc
Wszystkich
2089
2719
7849
1216821
50579
49544
4102747
Your IP: 54.174.51.80
2019-06-25 20:32


 „Powiedziałem nieprawdę, bo bałem się o pracę”

Środa, 10 marca
Sprawa stała się medialna właśnie tego dnia. Około południa sekretarz został wezwany do wójta Mariana Ryznara na rozmowę, nt. funkcjonowania urzędu. W czasie posiedzenia, w pewnym momencie wójt zaczął odtwarzać z laptopa nagrania, rozmowy – wezwany nie przypuszczał, że mogą pochodzić z jego dyktafonu. Po częściowym ich odsłuchaniu wójt miał oświadczyć: „Pan to nagrywałeś!”. Reakcją sekretarza, jak oznajmia, było milczenie. „Wójt po chwili podszedł do mnie i powiedział, żebym rozchylił marynarkę. Zostałem zrewidowany, chyba nawet w obecności pani skarbnik – po kieszeniach zewnętrznych, wewnętrznych . To był dla mnie szok. Nigdy nie byłem w takiej sytuacji. Paraliż spowodował, że nie zareagowałem, pozwoliłem się obszukać. Dziś, po przeanalizowaniu sprawy wiem, że mogłem odmówić, po prostu wyjść”.

Kluczowa rozmowa
Wójt po słowach „Pan to nagrywałeś” miał dodać, że wie, na czyje zlecenie rozmowy były nagrywane i zaproponować „układ”. Sekretarz przytacza rzekome słowa wójta: „Jeśli pan powiesz, że było to na zlecenie PIS-u lub otoczenia „okołogolbowego”, to nie ma sprawy. Nie ukrywam, że wykorzystam to medialnie. Jeśli pan powie, że na swoje potrzeby, każę pisać wypowiedzenie i nie ma pana w urzędzie”. Sekretarz zaznaczył, że nie pamięta dosłownie jak brzmiała ta wypowiedź, ale podjął próbę streszczenia ówczesnej rozmowy. „Niech pan nie zapomina, że ma pan żonę i rodzinę” – takie słowa miały padać wielokrotnie z ust wójta, który jakoby miał sugerować sekretarzowi, jak ma się zachować, które rozwiązanie wybrać. Sekretarz miał podjąć decyzję i przedstawić ją na spotkaniu z pozostałymi pracownikami urzędu. „Cóż mogłem zrobić, przyszedłem na salę i powiedziałem NIEPRAWDĘ – bojąc się w pierwszej kolejności o siebie, bo się załamałem. Dziś jestem mocniejszy, ale wówczas, sterroryzowany przez okres 3 lat, nie mogłem myśleć logicznie. Tym bardziej, gdy wchodzi groźba utraty pracy przeze mnie, przez żonę, i nie wiem co jeszcze, gdyż sprawa rodziny cały czas była poruszana” -– mówi Piliszko.

Dlaczego skłamał?
Sekretarz, aby to wyjaśnić, musiał się nieco cofnąć w czasie – dokładnie o 3 lata. Wówczas miała miejsce pierwsza rozmowa sekretarza z nowo wybranym wójtem, Marianem Ryznarem. Sekretarz przytaczał poszczególne wydarzenia czy rozmowy z dokładnymi datami, bo jak przyznał, prowadził kalendarz – na wszelki wypadek, gdyby potrzebował go do obrony samego siebie. Podczas wspomnianej rozmowy z wójtem, miały paść słowa traktujące o rzekomym zwolnieniu sekretarza. Wójt miał zwrócić się w tej sprawie do Rady Powiatu na piśmie. Rada odmówiła – nie zgodziła się z podanymi argumentami, wojewoda, do którego zostało złożone przez wójta odwołanie, również.
„Przez cały styczeń byłem nękany wezwaniami na dywanik i słowami, że zostanę zwolniony. Często słyszałem od wójta: «Proszę nie zapominać, że pańska żona pracuje w jednej z jednostek». (Żona sekretarza jest pracownikiem jednej ze szkół na terenie gminy – przyp. red.) Zawsze wyrażałem wolę pracy i współpracy z wójtem, przez okres trzech lat nie zrobiłem żadnej czynności przeciwko pracodawcy czy zakładowi. Szanuję swoją pracę, czyjąś, ale niestety, nie poszanowano mojej. Podczas jednego ze spotkań pracowniczych wójt powiedział publicznie, że w związku z pełnieniem przeze mnie funkcji radnego powiatowego i tym samym posiadania ogromu obowiązków, nie będę mógł w gminie pracować. Powtarzał to wielokrotnie. Być może jednym z czynników takiego zachowania jest fakt, iż startowałem do Rady w listy PiS. Próby odwołania mojej osoby podczas sesji Rady Gminy miały miejsce jeszcze dwukrotnie”.
   Sekretarz podał kilka przykładów sytuacji, które ewidentnie wskazywały na poczynania wójta przeciwko niemu. Wśród nich: odebranie ryczałtu, cofnięcie pełnomocnictw i pieczątek upoważniających do podpisywania w imieniu organów, rozmowę dyscyplinującą, że B. Piliszko uczestniczył w spotkaniach klubu PiS, choć ustawa jeszcze wówczas nie zabraniała urzędującemu sekretarzowi uczestnictwa i przynależności partyjnej. „Do końca 2008 roku, czyli jeszcze przed 1 stycznia 2009 r. kiedy została zmieniona ustawa, nie miałem prawa być szykanowany za przynależność partyjną” – komentuje Piliszko. „Pamiętam nawet spotkanie opłatkowe partii organizowane przez posła M. Golbę, za które na drugi dzień zostałem wezwany na dywanik. Pozostawiam to bez komentarza. To kolejna z przyczyn dla której załamałem się i powiedziałem nieprawdę”. Piliszko podkreślał jak trudno jest pracować w warunkach ciągłych szykan, wspomniał o mocnym pogorszeniu stanu zdrowia, leczeniu.
   Jako kolejną z szykan sekretarz uznał odebranie mu kluczy do urzędu, a potem odebranie możliwości dekretowania pism przychodzących do urzędu i wglądu do tych pism. Widział, jak wójt odsuwa go od kolejnych ważnych spraw, od możliwości wpływania na urząd. Zdarzało się nawet odsuwanie od uczestnictwa w sesjach Rady Gminy.
   W pewnym momencie wójt Ryznar próbował przerwać wywody sekretarza, które skupiały się na wybranych zdarzeniach z okresu trzech lat wspólnej pracy urzędniczej, tłumacząc, iż zabiera w ten sposób cenny czas, przeznaczony przede wszystkim na podjęcie uchwał. Pouczony przez przewodniczącego Rady Jana Żołyniaka, odpuścił.

„Byłem poddawany mobbingowi”
   B. Piliszko często podczas swojego oświadczenia używał słów: mobbing, szykanowanie. Podał  kilka innych potwierdzających przykładów. „(...) W skrajnym wyczerpaniu nerwowym mogłem zaszantażowany powiedzieć nieprawdę. Po takich sytuacjach często trafiałem do lekarza z wysokim ciśnieniem, byłem wożony do szpitala. (…) Mój stan zdrowia przyuważyli pracownicy urzędu. (…) cały czas byłem poddawany mobbingowi, charakteryzowało się to tym, że próbowano odebrać mi pracę, nie dopuszczano do niej, potem były  próby zwolnienia, szantażu, później dokładanie obowiązków czy zatajanie ważnych informacji służących do funkcjonowania urzędu”.

Sprawa dyktafonu
   Sekretarz powątpiewał, aby mógł rzeczywiście zgubić dyktafon z teczki, którą uważa za dość pojemną, zabudowaną. Raczej dostrzegł fakt, iż dyktafon ewidentnie został z teczki skradziony,  choćby dlatego, że pojawiają się rozbieżności w związku z miejscem znalezienia urządzenia – na korytarzu, schodach, jeden pracownik go zauważył czy dwóch. Mniema i podejrzewa, iż ktoś mógł szukać w jego teczce czegoś jeszcze innego.
„Nigdy nie nagrywałem na czyjeś zlecenie, jeżeli używałem dyktafonu, to do nagrywania własnej osoby, by ewentualnie później obronić siebie, a nie znaleźć na kogoś haki. Bałem się, że ktoś może użyć kiedyś moich słów (które nigdy nie padły) przeciwko mnie. To jakaś teoria spisku, która nie raz przewijała się na tej sali (…) Nigdy nie pozostawiałem dyktafonu w miejscu w którym nigdy nie byłem, czy nie uczestniczyłem w rozmowie. Wójt moim kosztem zrobił medialne show, a prawda jest tylko jedna”. Sekretarz opowiedział przybyłym dlaczego jego zdaniem, wójt zamierzał go wyeliminować. Zwrócił uwagę na ciągłe ich rywalizacje. „Przedstawiam mechanizm działań pana wójta, który spowodował moje załamanie psychiczne na ten czas, że – przykro mi to powiedzieć – byłem w stanie skłamać”.

Nie z nakazu posła!
Sekretarz Błażej Piliszko złożył przybyłym swoje oficjalne oświadczenie: „Nigdy nie działałem na czyjekolwiek zlecenie przy nagrywaniu swoich rozmów. Nie ma z tą sprawą żadnego związku osoba posła Mieczysława Golby. Działając pod silną presją, zastraszony, szykanowany, jak wcześniej przedstawiłem – uległem załamaniu podając wersję inną od prawdziwej. W tym miejscu – jeśli to możliwe, przepraszam Posła Mieczysława Golbę za zaistniałą sytuację. Choć nie tylko z mojej winy, ale przy moim czynnym udziale”.

Męskie łzy
Wójt wiedział, że sekretarzowi zależy na pracy. „Wiecie Państwo co wójt miał na myśli mówiąc ciągle o mojej rodzinie? Wczoraj mój wnuk skończył dwa lata – mówił ze łzami w oczach – od początku życia ma problemy zdrowotne, przez pierwszy rok przeszedł trzy operacje. Wójt wiedział o tym, że zależy mi. Wiedział, że jestem w stanie upodlić się kłamstwem, by nadal móc finansować rodzinę i wnuka, który wymaga leczenia”. Po tym wyznaniu podziękował i wyszedł, z prośbą, by nie pytano go o nic więcej. Udał się do prokuratury w celu zgłoszenia sprawy.

   Swoje stanowisko w całym zajściu przedstawił dyrektor biura poselskiego M. Golby Mariusz Trojak. W pierwszej wersji zdarzeń (już nieaktualnej) Piliszko wskazywał, że to właśnie od niego otrzymał dyktafon.
– Biuro posła PiS Mieczysława Golby nie ma nic wspólnego z tą niby „aferą”. Jest to manipulacja i intryga w celu zdyskredytowania posła. Ani ja, ani biuro poselskie, a tym bardziej poseł Golba nie jesteśmy w żaden sposób powiązani z tzw. „aferą”. Ostatnie fakty udowodniły jednoznacznie, że były to działania rodem z minionej epoki – oświadcza.

0
0
0
s2sdefault

Biuletyn

III płyta

Płyta "Pozytywni"

IMG 8344

Płyta G7

PPHU "GOLBALUX"

Logo Fabryka Domów 2018 2

Podkarpacki ZPN

logo zpn

PZPN - Łączy nas piłka

photo 454545

Podkarpacki ZPN

biuletyn 1 2017